Dawniej cała odzież i pościel wyrabiana była z lnu i wełny. Do prania wykorzystywano sprzęty zrobione z drewna.
Była to balia, naczynie wykonane z klepek drewnianych, spiętych metalową obręczą (jeżeli jeszcze ktoś takową posiada, proszę o kontakt).
Tara - pofałdowana blacha w drewnianej oprawie, lub bez, o którą pocierało się brudną bieliznę (zdjęcie)
Kijanka - niewielka, płaska deseczka, wystrugana z jednego kawałka drewna, zakończona rączką
Do balii wkładano brudną bieliznę i zalewano wrzątkiem z ługiem. W dawnych czasach nie używano mydła, bo chociaż wynaleziono je w starożytności, początkowo było dostępne tylko dla bogatszych. Dopiero w wieku XVIII/IXI zaczęto produkować mydło na skalę przemysłową. Wcześniej, bo już od czasów pradawnych Słowian, używano do prania ługu, który otrzymywano z popiołu drzewnego. Popiół zawiera związki chemiczne, które z wrzącą wodą dają silnie zasadowy roztwór chemiczny, działający jak detergent, mający również właściwości wybielające i odkażające. Do balii wkładano rozgrzane kamienie, dla podtrzymania wysokiej temperatury wody. Następnie bieliznę pocierano o tarę, w celu szybszego usunięcia brudu. Płukanie odbywało się nad rzeką, stawem, lub przy studni, gdzie kobiety polewały sztuki wodą i uderzały kijankami. Wyprane rzeczy suszono wieszając na żerdziach, płotach lub sznurach.
Dla ciekawych…
Dawniej, kiedy nie znano jeszcze mydła, do mycia używano odwaru z korzeni rośliny o nazwie mydlnica (Saponaria officinalis L.) -roślina mydląca się. Jest ona skuteczna, obficie się pieni, a swoimi właściwościami przewyższa nawet mydła, gdyż nie niszczy skóry i nie powoduje alergii.